POZNAJ MOC CLICKBAITÓW!

Media pochłaniają coraz więcej naszej uwagi. Algorytmy znają nasze zainteresowania, zapamiętują, czego szukamy i co oglądamy. Dzięki temu proponują treści, które powinny nam się spodobać, zatem takie, na jakie prawdopodobnie zwrócimy uwagę. Kiedy już dobrniemy z czytaniem lub oglądaniem do końca, napotykamy kolejne sugestie. Jeżeli otworzyłeś ten artykuł, to znaczy, że pragniesz dowiedzieć się, co tak naprawdę sprawia, że dajesz się wciągnąć w ich otchłań.

Co tak naprawdę przyciąga Twoją uwagę

Clickbait nie ma polskiego odpowiednika. Pochodzi on z języka angielskiego i jest dwuczłonowym słowem, składającym się na: „click”, czyli klikać oraz „bait”, czyli przynęta albo podpuszczać. Możemy to, więc zinterpretować, jako: kliknięcie przynęty albo podpuszczenie do kliknięcia. W każdym razie, w przypadku clickbaitów, tekst artykułu nie gra większej roli. Dlatego czytelnik przeglądający stronę widzi sam tytuł i ewentualnie zdjęcie, które muszą go zainteresować i skłonić do zapoznania z treścią. Kiedy odbiorca spodziewa się szokującej lub interesującej zawartości, to dał się jedynie złapać na przynętę, jaką stanowił dobrze sformułowany tytuł. W porównaniu do tekstów SEO, które utrzymują pozycję w wyszukiwarkach, dzięki najczęściej wprowadzanym przez użytkowników frazom, artykuły clickbaitowe wymagają przede wszystkim chwytliwego tytułu. 

Pochodzeniu clickbaitów można przypisać okres mniej więcej sprzed 150 lat, kiedy rzecz jasna nie było Internetu, a czasopisma musiały jakoś się sprzedawać. Być może kojarzysz z filmów obrazek chłopców na ulicach wiktoriańskiej Anglii, wykrzykujących tytuły z okładek sprzedawanych gazet. Im bardziej chwytliwy, tym bardziej przyciągał uwagę, a gazeta miała szansę się lepiej i szybciej sprzedać. Nie było czasu na długie treści, które pewnie zginęłyby w gwarze miasta. Tymczasem krótkie, często prowokacyjne, szokujące czy wstrząsające hasła mogły natychmiast przykuć uwagę.

Poznaj metody, dzięki którym wzrasta ciekawość

Wyobraź sobie (choć być może nawet nie musisz), że wykonujesz pracę zdalną, a przynajmniej opartą na działaniach przy użyciu komputera. Przed Tobą wiele zadań, a Ty właśnie czytasz o siedmiu prostych metodach na zrzucenie wagi w jedyne dwa tygodnie. Kończysz artykuł, ale widzisz kolejną propozycję: 5 smacznych diet, które pozwolą Ci stać się fit. W zasadzie nie dowiadujesz się niczego nowego. Jedynie tego, że musisz intensywnie ćwiczyć, zrezygnować z cukru, albo tak naprawdę nie schudnąć, a dobrać bardziej maskujące niedoskonałości ubrania. Czujesz irytację ze straconego czasu, ale chęć poznania kilku prostych kroków, z których choć jeden może być właśnie dla Ciebie, jest silniejsza i w rezultacie wpadasz w pętlę clickbaitów. Pozytyw zawsze jakiś się znajdzie. Może niczego odkrywczego się nie dowiesz, ale za to o czymś sobie przypomnisz.

Marketer i znawca mediów Ryan Holiday nazywa użytkowników sieci „maszynkami generującymi odsłony”. Pierwsze, co widzimy, to tytuł, którego wydźwięk decyduje o tym, czy klikniemy, by poznać treść, czy będziemy scrollować stronę dalej. Artykuł nie jest już tak ważny, kiedy same wejścia pomagają stronie piąć się w górę oraz są zarobkową pożywką dla reklamodawców. Odbiorcy natomiast otrzymują artykuł o rzadko zaskakującej treści.

Liczby, które wciągają

„5 sposobów, które sprawią, że mężczyźni nie oderwą od Ciebie wzroku”, „Kilka sposobów na śnieżno-biały uśmiech”, „10 psiaków, które pokochał świat”. Jak dowiedli badacze psychologii mediów – nie lubimy lub nie mamy czasu na przeszukiwanie książek i innych długich artykułów w odpowiedzi na nasze pytania. Nie potrzebujemy albo nie chcemy przyswajać wiedzy z nowej dziedziny, aby móc dzięki temu wykonać jedną, prostą czynność. Kiedy widzimy konkretną liczbę albo frazę wskazującą na niewielką ilość kroków, sposobów czy rzeczy, możemy spodziewać się otrzymania informacji w pigułce. Tak też się dzieje. Liczby pozwalają sprecyzować, ile faktów otrzymamy i mniej więcej określić czas potrzebny na ich przeczytanie.

Niewiedza, która męczy

Ludzie nie lubią nie wiedzieć. Niewiedza przyprawia nas często o dyskomfort, a nawet o wstyd. Nie musi to być kwestia wielkich odkryć naukowych, ale przynajmniej informacji, które zaspokoją naszą ciekawość, bądź dadzą możliwość podzielenia się nimi w towarzystwie. Kolejna kwestia to rzeczy wręcz oczywiste, które sformułowane są tak, że przyprawiają nas o niepewność. Na przykład tytuł: „Zobacz, co się stanie, gdy zmieszasz czekoladę z masłem”. Potem czytasz artykuł i okazuje się, że to przepis na najprostszą polewę czekoladową.

Jaka tajemnica kryje się za skutecznym działaniem clickbaitów

Bez względu na to, czy śledzisz artykuły na blogu, czy przeglądasz social media, twórcy dobrze czytających się tekstów, wiedzą, jakie emocje opłaca się poruszyć. Otóż najczęściej kierujemy się radością lub złością. Dzięki temu dla poprawy nastroju chętnie klikniemy artykuł pod tytułem: „Najsłodsze miny szczeniaczków” albo „Szokujące wyznanie celebrytki”. Z góry spodziewamy się, że poświęcimy czas na coś, co niczego nie wniesie do naszego życia, jednak klikamy dla samego podniesienia poziomu endorfin lub kortyzolu.

Znasz zasadę 3 razy „P”?

Inną z metod, wpływającą na nasze emocje, jest zasugerowanie porady, mającej zabrzmieć dla nas jak  „cudowne rozwiązanie”, a w rzeczywistości okaże się zupełną oczywistością. Chodzi tu o zasadę „3xP”, a więc: Przekonanie, Postępowanie, Posiadanie. Napotykając artykuł pt.: „Zrób tę jedną rzecz, a zaoszczędzisz ponad 1000zł!”, pomyślisz pewnie – „O! Kliknę. Może uda mi się uzbierać na wymarzone wakacje”. No i czytasz na temat rzucenia palenia z wszelkimi wyliczeniami, począwszy od kosztów jednej paczki papierosów, przez koszty miesięczne, roczne oraz przykłady, na co możesz wydać zaoszczędzone, na odrzuceniu nałogu, pieniądze. Takie tytuły oraz przypisane im treści poprzez próbę PPRZEKONANIA nas, jak możemy POSTĘPOWAĆ, by POSIADAĆ więcej niż do tej pory, także wpływają na nasz poziom szczęścia lub zdenerwowania. 

Jak nudne fakty zamienić w intrygę

 Kłamstwa zwykle nie uchodzą na sucho, ale prawda bywa mniej pożądana. Wystarczy, więc zawrzeć tytuł w formie pytania, aby zaszokować, zirytować lub rozśmieszyć odbiorcę i przede wszystkim obudzić w nim ciekawość. Na przykład pytanie – Czy jedna ze znanych celebrytek przeszła kilka operacji plastycznych? Autor nie ma zamiaru rozsiewać plotek ani nikogo urazić. Pytajnik na końcu tytułu ma za zadanie przykuć uwagę i wzbudzić zainteresowanie. Natomiast w artykule ujawniona zostaje prawda o naturalnym pięknie celebrytki, która nie przeszła żadnych zabiegów upiększających, ewentualnie przemycić reklamę niezawodnych do pielęgnacji skóry i włosów produktów. Najważniejsze, że cel, czyli kliknięcie artykułu, został osiągnięty.

Patrząc ze strony psychologicznej, zaspokajanie clickbaitami niedoboru emocji, nie jest takie złe. „Czytelnicza ciekawość” to nieszkodliwy dla zdrowia nałóg. Jednak z całą pewnością clickbaity są złodziejami czasu. Dajemy się złapać na szokujące i stymulujące naszą ciekawość teksty, po przeczytaniu których napotkamy odnośniki do kolejnych, równie intrygujących treści, a każdy zdaje się być ciekawszy od poprzedniego.

Monika Łojba